::księga gości::

2009
październik
wrzesień
lipiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
wrzesień
XXVII


W kinie byłem dziś. Film się oryginalnie nazywał: "Nestyda". Nie wiedzieć czemu po polsku nosi tytuł "Do czech razy sztuka". Jan Hřebejk lepsze filmy robił a i Jiří Macháček  w lepszych grywał. Krótko: tylko dla wielbicieli twórczości obu panów.

Słyszałem też, że najnowszy Almodóvar rozczarowuje. Ale na ten film również pójdę.

Chodzę na hiszpański. Byłem na razie na dwóch zajęciach ale czuję, że będzie mi się tam podobało.

Nie podoba mi się, że w połowie października wyciągnąłem z szafy zimową kurtkę. W czym będę chodził zimą?!


poliidiota 2009-10-18 20:59:17
skomentuj (2)
XXVI

Apel: bardzo proszę tych, którzy tu zaglądają, a jeszcze nie poparli inicjatywy "wszyscy na tak" (link obok) o poparcie idei legalizacji związków jednopłciowych.

Dziękuję Amparo za umieszczenie linku na swoim blogu.
poliidiota 2009-10-10 20:09:04
skomentuj (0)
XXV

Wczoraj miałem iść ze znajomymi na piwo. Nie poszedłem jednak. Nie po raz pierwszy. Często tak robię. Gdy ktoś proponuje spotkanie, to zazwyczaj się zgadzam, mimo, że wcale nie mam na to ochoty. A później kombinuję, jak by tu się od tego spotkania wymigać, wymyślam problemy zdrowotne, inne ważne sprawy, etc., etc. Czemu nie mogę od razu powiedzieć, że nie mam ochoty? Oszczędzić sobie i innym tego późniejszego kręcenia?

Słucham nowej płyty (a właściwie dwóch) Michała Bajora. Pan Bajor śpiewa piosenki Grechuty i Kofty. Wiele z tych piosenek znałem wcześniej, jednak wykonania Bajora w większości przypadły mi do gustu.

Przeczytane: Michał Witkowski "Margot". Nie jest to jakaś wielka literatura. Czyta się za to bardzo szybko. W moim przypadku książki wystarczyło mi na podróż pociągową do rodzinnego gniazda.

Się czyta: Rabih Alameddine "Hakawati. Mistrz opowieści". Dość przyjemnie się to czyta. Fajna narracja, momentami pogubić się można w tym, kto opowiada a kto słucha;-)

Jutro rodzinna niedziela. To już rodzi się nowa świecka tradycja: wspólny obiadek z rodziną mojej siostry i nauka angielskiego z siostrzeńcem. Na korepetytora zostałem wybrany metodą dedukcji. Siostra i szwagier stwierdzili, że z naszej trójki to mój angielski jest najlepszy (chociaż wcale nie rewelacyjny - jakoś nie mam serca do tego języka). Poza tym siostra denerwowałaby się na dziecko a ze swym tatusiem to znowu dziecko nie chce się uczyć. Ufff, ale zagmatwałem.

Za to w poniedziałek czekają mnie pierwsze zajęcia z hiszpańskiego. Jestem bardzo ciekawy szkoły, którą sobie wybrałem.


poliidiota 2009-10-10 19:57:32
skomentuj (2)
XXIV
Jakby to powiedziała moja siostrzenica: "to skandaliczność!" Skandalicznością jest to, że u schyłku lata, przy pięknej pogodzie, złapałem przeziębienie. Wyglądam więc jak "wyjdź stąd": czerwony nos, czerwone oczy, lecący z nosa kara, z oczu lecące łzy. Kaszmar, po prostu! Do tego owe przeziębienie dołączyło do grona katastrof. Poprzednia katastrofa, z którą nie zdążyłem się jeszcze uporać, to ból zęba. Zęba, który był chyba źle, niedokładnie wyleczony. Kilka dni na ibupromie i cholerny ból. Teraz już trochę lepiej z zębem. Likarstwo jedno siedzi w nim w środku, drugie łykam i jakoś się kręci.

Nie wiem, jak to jest, że jak tylko wezmę dzień czy dwa urlopu, to w moim miejscu pracy spiętrzają się problemy.

Dawno nie pisałem, więc może przydałoby się jeszcze krótkie streszczenie tego, co, kiedy i dlaczego ze mną się działo oraz co w najbliższym czasie zamierzam.

Wstyd się przyznać ale nie przeczytałem ostatnio nic. Żadnej książki, znaczy. Gazet i czasopism też nie za dużo. Jeden film obejrzany w kinie (Coco Chanel) i kilka na DVD to też mało jak na mnie.

Słuchane ostatnio: Giulia y los Tellarini "Eusebio", Bebe "Y", Voo Voo i Haydamaki.

Jeśli chodzi o plany, zamierzenia na najbliższą przyszłość, to podjąłem jedną ważną decyzję. Będę się uczył hiszpańskiego. Już nawet wybrałem szkołę.

Do tego czekam na kinowe premiery: "Przerwane objęcia" Pedro Almodovara, "Do czech razy sztuka" Jana Hřebejka, "Dorian Gray" Olivera Parkera.

poliidiota 2009-09-16 20:26:11
skomentuj (3)
XXIII

Ze Sztokholmu wczoraj wróciłem. Byłem tam krótko - pięć dni raptem. Urzekło mnie to miasto. Miasto ładne, ludzie przyjaźni, komunikacja miejska sprawna. Język szwedzki koszmarnie trudny jest ale za to WSZYSCY Szwedzi mówią po angielsku. Lepiej lub gorzej ale mówią. Jak mi wytłumaczył jeden miły pan w sklepie, Szwecja ma 9 mln. mieszkańców. Trudno więc wymagać, żeby inni uczyli się ich języka. Więc oni uczą się angielskiego, który było, nie było, jest jednak językiem międzynarodowym.

Byłem tam z siostrzeńcem. Trzeba było więc zaliczyć wesołe miasteczko i Junibacken - muzeum poświęcone Astrid Lindgren. W wesołym miasteczku roller coaster, na który Młody bardzo chciał iść. No to poszliśmy. Przeżyliśmy ale co adrenalina nam podskoczyła! Młody miał łzy w oczach. Junibacken dość sympatyczne, zwłaszcza jeśli ktoś lubi Pippi, Emila ze Smalandii czy dzieci z Bullerbyn.

Jeszcze kilka atrakcji zaliczyliśmy:
Vasa museet - gdzie centralnym punktem jest wyciągnięty z morza po 333 latach wrak statku.
Östasiatiska museet - różne takie chińskie porcelany, indyjskie rzeźby bogów, etc.;
Judiska museet - muzeum żydowskie, małe ale przyjemne;
Moderna museet - tu Młody odmówił współpracy, on siedział na ławeczce, ja się trochę poszwendałem; kilka prac mi się nawet podobało, większości nie rozumiałem, ale ja to w ogóle mało rozumiem współczesną sztukę;
Kaknäs Tower - wieża telewizyjna z pięknym widokiem na cały Sztokholm;
Historical Canal Tour - rejs statkiem wokół wyspy Kungsholmen;
Aquaria Vatten Museet - czyli rekiny i te sprawy;

Do tego atrakcjami było podróżowanie metrem, starymi tramwajami, lot samolotem. Na początku Młody się bardzo wstydził, później się wyrobił i mówił po szwedzku: "Tack så mycket", "Hej, hej" i "Hej, då" (pierwsze znaczy: dziękuję bardzo, następne to powitanie i pożegnanie). Raczej moim zadaniem było mówienie: "Jag talar inte svenska" co wychodziło mi chyba dość dobrze, bo jeden Szwed chciał mi wmówić, że "lite" a nie "inte". Dopiero, gdy gwałtownie zaprotestowałem, przeszedł na angielski.

Do tego spotkanie z kuzynką, dzięki której mieliśmy w Sztokholmie darmowe mieszkanie, spotkanie z Cnis i Polaków rozmowy sponsorowane przez sklep o wdzięcznej nazwie System Bolaget. Spacery po Starym Mieście (Gamla Stan), wypady na plażę (jeden całkiem nieudany z powodu burzy), dużo pysznych słodkości, etc., etc.

Dla mnie osobiście atrakcją była też mnogość języków słyszanych w podróży i w Sztokholmie. W samolocie rozmawiałem z przemiłymi paniami z Ostravy, w Sztokholmie zamieniłem kilka zdań ze Słowaczkami, słyszałem też dość często język rosyjski. Zresztą z rosyjskiego tekstu korzystałem w Junibacken i na statku.

Chcę tam jeszcze kiedyś pojechać.

***************

Sztokholm pozwolił mi na zapomnienie na chwilę o kłopotach w pracy. Dał mi też taką furtkę, że jak tutaj będzie bardzo źle, to spierdalam. Pojadę sprzątać mieszkania Szwedów, czy wagony lub perony metra.


poliidiota 2009-07-08 12:54:27
skomentuj (3)
XXII

I znowu się zapuściłem w pisaniu. Ponieważ weny i tak nie mam, więc tak w telegraficznym skrócie będzie.

Najpierw rzeczy dobre:
1. Jestem na urlopie;
2. Jutro o tej porze będę już w Sztokholmie;
3. Skończyłem studia podyplomowe oraz kurs przygotowujący do egzaminu przed Związkiem Banków Polskich. Obrona i egzamin zakończone sukcesem;
4. Siedzę sobie przy komputerze i popijam miodowego Ciechana.

A teraz gorsze:
1. W pracy mojej panoszy się pewna pani;
2. Ja jej nie lubię, ona mnie raczej też;
3. Tylko, że to ona jest moją przełożoną;
4. Boję się zwolnienia z pracy.

Co do tej drugiej części - wiem, że jestem dobrym pracownikiem. Niemniej jednak, każdy popełnia błędy. Ja też. Boję się więc, że jakikolwiek mój błąd może mnie kosztować pracę. W dodatku pani panosząca się miałaby cholerną satysfakcję, gdyby udało się jej dać mi dyscyplinarkę. Zastanawiam się, czy się przypadkiem nie rozchorować.

A co do wyjazdu do Sztokholmu. Spotkam kuzynkę, spotkam kumpelę z czasów jeszcze licealnych, trochę pozwiedzam, trochę się porozkoszuję tym pięknym miastem, kilka fotek pstryknę. I tyle. A może mi się tam spodoba...


poliidiota 2009-07-01 22:35:26
skomentuj (0)
XXI
Sen dziwny miałem. Rozkochałem w sobie kobietę. Wcale nie celowo, niechcący, można powiedzieć. I kobieta ta domyśliła się, że jestem gejem. I mścić się chciała straszliwie...

Fajnie jest czasem usłyszeć dźwięk budzika ;-)

poliidiota 2009-05-25 21:30:40
skomentuj (0)







ženy, женщины, women, Frauen, femmes, mujeres...
Julka
Słodko-gorzka
Szczebrzeszynianka
Baluk
Onaczylija
Roroism
Natalia Oreiro
Pawian przydrożny
Małgośka
Pirania
Arina
Taka jedna
Amparo
Cnis

muži, мужчины, men, Mensch, hommes, hombres...
Kochanek wiatru
Przestrzenny
Mujeresalborde
Młody duchem
Abiekt
Wulgaryzm?
Sommer
Liberalny kalwin
DonPedro
Jego Cezarskość
Cristoforo
Chłopiec z plasteliny
Gejowski
Stardog
Raffe
Derwisz
Maganuna